Już jest! „Detektywi w akcji” - zbiór opowiadań laureatów największego w Polsce konkursu literackiego dla uczniów szkół podstawowych „Popisz się talentem” – to wspólne dzieło najbardziej utalentowanych młodych piór w Polsce. Wśród wyróżnionych - Kacper Kojacz, który jako uczeń klasy ósmej naszej szkoły zachwycił opowiadaniem "Pora na cykora" konkursowe jury, w składzie którego znaleźli się Monika Hałucha - członkini Polskiej Sekcji IBBY, Małgorzata Jankowska - specjalista PR w wydawnictwie "Nowa Era", Małgorzata Węgrzecka - redaktorka naczelna kultowego pisma dla dzieci "Świerszczyk" oraz topowi autorzy książek dla młodych czytelników - Wojciech Widłak i Rafał Witek.
Nie od dziś wiadomo, że osoby z zacięciem pisarskim w sposób szczególny patrzą na świat. Mają zmysł obserwacji, poczucie humoru i niespotykaną wrażliwość. Tym właśnie cechuje się opowiadanie Kacpra Kojacza. Do tego ciekawa puenta, że "nic nie dzieje się bez przyczyny" i że zawsze komuś jesteśmy potrzebni.
Kacper Kojacz nie planuje w przyszłości zostać profesjonalnym pisarzem, a udział w konkursie traktuje jako przygodę oraz możliwość sprawdzenia się i spełnienia jednego z wielu marzeń. Przy okazji debiutu książkowego zachęca wszystkich do udziału w kolejnej odsłonie, która już wiosną 2023 roku. Kto wie, może wśród Was drzemią kolejne literackie talenty?
ZAPRASZAMY DO LEKTURY OPOWIADANIA KACPRA:
"PORA NA CYKORA"
Wiosna na horyzoncie. Sezon poszukiwań rozpoczęty. Na tropie pierwszych jej oznak: ja i mój kolega Bartek. W związku z tym spacery po okolicy wchodzą na porządek dzienny. Trasa zawsze wiedzie obok budynku po opuszczonym przedszkolu. Dotychczas nie zwracaliśmy na niego uwagi. Do czasu…
Sobotnim wieczorem z gałązkami bazi w dłoniach wracaliśmy do domu. Nagle usłyszeliśmy dziwne hałasy dobiegające z zapomnianego wnętrza. Spojrzeliśmy na siebie. Obaj wiedzieliśmy, że placówka nie funkcjonuje od wielu lat. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Wwiercały się w głowy, nie dając o sobie zapomnieć.
Chwila zawahania i ostateczna decyzja: wchodzimy i sprawdzamy. Nasze serca wystukiwały kankana, raz po raz podchodząc do gardła. Już nie byliśmy tak odważni, ale obaj zgrywaliśmy bohaterów. Niewypowiedziane pytania cisnęły się na usta: Czy ktoś tam jest? Czy potrzeba pomocy?
Nagle zapadła głucha cisza. Wszystko zamarło. Nie słyszeliśmy już głosów, ani metalicznego hałasu, ani szurania. Tylko nasze własne oddechy.
Wtem coś wyleciało przez zamknięte okno. Szyba rozdzielająca nasze przestrzenie rozsypała się w drobny mak. Po chwili to coś pobiegło w stronę lasu. My w odwrotnym kierunku. Kilkaset metrów dalej wrócił zdrowy rozsądek. Otrzeźwił nas hałas szosy. Migawki świateł, warczenie silników, szum kół.
W drodze powrotnej analizowaliśmy różne scenariusze. Bezdomni, którzy szukali azylu? Budynek jednak nie był ogrzewany, więc wewnątrz było tak samo zimno jak na zewnątrz. Duchy? Nie, romantyczne wizje zostawmy pisarzom i filmowcom.
Zgodnie postanowiliśmy, że tak tego zostawić nie można. Jutro wracamy i szukamy rozwiązania zagadki!
Latarki i naładowane telefony - tak uzbrojeni ruszyliśmy na spotkanie temu, co miało wielkie oczy. Ciekawość toczyła zażarty bój ze strachem. Krok po kroku, pomału, na palcach... To tu. Wybite okno. Zaglądamy. Pustka. Wchodzimy.
Zeskakując z parapetu, zawadziłem o szklane szpony. Wówczas budynek ożył. Brzęk resztek szyby wywołał dziwne wrzaski, którym akompaniował zgrzyt metalu. Łańcuchy? Kajdany? Stanęliśmy jak wryci. Dźwięki pęczniały nam w uszach. Wtem cień postaci zakołysał się na ścianie. Nagle przypomniałem sobie o latarce. Snop światła wymierzyłem prosto w oczy zjawy. PANI BASIA???
Zaskoczenie, a potem kilka słów rozmowy. Nagle wszystko stało się jasne! Pani Basia znała budynek jak własną kieszeń. Kiedyś pracowała w przedszkolu jako kucharka. Wdzięczne oczy kilkulatków, pochlebne komentarze, prośby o dokładki. Sens życia. Emerytura przyszła zbyt szybko. Rozłąka z kuchnią i szkrabami brzmiała jak wyrok. Potem przedszkole zamknięto. Wspomnienia jednak były żywe jak nigdy.
Kobieta zaczęła odwiedzać miejsce, któremu poświęciła, jak często podkreślała, najlepsze lata swego życia. Ku swojemu zdziwieniu odkryła, że wciąż roi się tam od wygłodniałych maluchów. Koty, kocury, kocice, kocięta. Decyzja mogła być tylko jedna. W ruch poszły garnki, chochle, puszki. Stukanie, chrzęszczenie, zgrzytanie, brzęki, miauczenie. Prowizoryczna restauracja zaprasza.
Od tej pory pomagaliśmy pani Basi. Zyskaliśmy przyjaciół – koty. Dzikie dźwięki, które jeszcze niedawno przyprawiały nas o palpitacje serca, teraz przypominają nam, że nic nie dzieje się bez powodu. A odwaga? Jest. Ma miękkie futro i grzbiet zwinięty w kłębek na moich kolanach.